|
NIECO... INNE SPOJRZENIE NA HERMIONĘ I VOLDEMORTA.
Blog > Komentarze do wpisu
Rozdział drugi
Snake - mam nadzieję, że jesteś zadowolona :) Dziękuję Issay za betę i - do czytelniczek - chcę zobaczyć wasze komentarze. Będą mi dużo dawały! Jak widać - Hermiony momenty będą angstowe, a Voldzia humorystyczne :)
2. Bolała ją głowa – to była pierwsza rzecz, którą zauważyła po przebudzeniu. Czuła się tak tylko raz w życiu – następnego ranka po tym, gdy razem z Ginny testowały swoją odporność na Ognistą Whisky. Plusem było to, że nie chciało jej się wymiotować. Usiadła i zadrżała z zimna. Dlaczego w kominku nie jest napalone? Otworzyła oczy i zaraz je zamknęła. Zdecydowanie powinna przestać śnić na jawie – zwłaszcza śnić koszmary. Siedziała na samym środku jakiejś celi, w której – prócz niej – niczego, ani nikogo nie było. Ruszając się dotknęła gołym kolanem o zimną posadzkę i zalała ją kolejna fala chłodu, więc próbowała ogrzać się choć trochę. Potarła ramiona dłońmi, ale niewiele to dało – palce miała wręcz zgrabiałe z zimna. Chciała ocieplić je tak, jak zawsze – dotykając szyi. Kiedy jednak jej dotknęła, dopiero wtedy dotarło do niej, że to naprawdę nie jest głupi sen. Na jej szyję założona została stalowa obroża, do której przypięty był jakiś łańcuch. Uniosła głowę i jęknęła, gdy zauważyła, że łańcuch jest dość długi i został zaczepiony o hak, który wystawał z sufitu. Była uziemiona. Desperacko zaczęła przypominać sobie co się stało – szła ulicą, była blisko Pokątnej, wypadła jej książka i… - Tam na pewno był wąż – mruknęła, ale nic z tego nie rozumiała. Gdyby to był wąż, w dodatku tak wielki wąż, to powinna nie żyć, prawda? W ogóle nie zastanawiała się nad tym, dlaczego wielki gad łaził sobie ot tak po Nokturnie, bo w tej dzielnicy magicznej części Londynu nic jej nie dziwiło – nawet gdyby okazało się, że wąż udał się do sklepu po, powiedzmy, marynowane gazele. Jeśli jednak żyła – a to było raczej oczywiste – czy nie powinna być na wstępnie torturowana? Możliwe, że tym wężem była niesławna Nagini, ale Hermiona nie tylko nigdy nie widziała bestii Voldemorta, ale też nie miała zwyczaju pytać napotkanych gadów z morderczymi zamiarami o dowód osobisty. Zakładając jednak najgorszą z opcji, to właśnie znajdowała się w lochu czarnoksiężnika. Pytanie tylko – gdzie jej oprawcy? Nie, żeby jej się spieszyło, ale wolała wiedzieć na czym stoi. Powaga sytuacji wciąż do niej nie trafiała. Owszem, była wystraszona – i to nawet porządnie – ale do ataku paniki brakowało jednej, jedynej rzeczy – poczucia rzeczywistości. Starała się przypomnieć sobie wszystkie książki, w których główny bohater lub bohaterka zostali porwani, ale w każdej z nich mieli przyjaciół, którzy mogli ją/jego odnaleźć lub wiadomego przeciwnika, w którym była spora doza współczucia. Obawiała się, że ani pierwsze, ani drugie nie pasowało do jej historii. Siedziała więc na ziemi i bez skutku usiłowała wymyślić sposób na wydostanie się stąd. Pomysł z obezwładnieniem przeciwnika skreśliła na samym początku – na pewno miał różdżkę. Nie miała jak skontaktować się z chłopcami. Została pozbawiona wszystkiego, co można było uznać za broń – począwszy od różdżki, na spinkach do włosów skończywszy. Zniknęła również książka, co było dość przykre – przynajmniej miałaby czym umilić sobie czas. Obeszła celę szukając najmniejszej szczeliny, opukała każdą cegłę, ale wszystkie wydawały z siebie ten irytujący, głuchy dźwięk – posunęła się nawet do tego, że szukała dłońmi klapy w podłożu, ale też nic nie znalazła. Na szczęście łańcuch był na tyle długi, że mogła swobodnie się poruszać. Zrobiła kilka przysiadów, żeby się rozgrzać, ale czuła, że nie na długo to pomoże. Dlaczego nie ubrała się w coś cieplejszego? Spódnicę i koszulkę z krótkim rękawkiem mogła przecież zastąpić spodniami i kurtką z futrzanym podbiciem. I nieważne, że na dworze było dość ciepło. W tym miejscu dosłownie zamarzała. Zęby zaczęły jej szczękać, a drżenie nasiliło się. I nagle – kiedy tak stała sobie i dygotała – poczuła, że ktoś się w nią wpatruje. Jeszcze w szkole nauczyła się to uczucie rozpoznawać – Harry i Ron dość często potrzebowali jej pomocy, a nie mieli jak się z nią skontaktować. Było to tak, jakby coś delikatnie drapało ją w kark. Obróciła się, czując lekką panikę, ale nikogo tam nie było. Niewidzialne oczy wpijały się w jej twarz, szyję, biust, brzuch, nogi… Gdyby mogła, to okryłaby się czymś. Nieważne, że była ubrana, bo czuła się tak, jakby była naga. Ten wzrok przeświecał ją na wylot i nie podobało jej się to. Cofała się, ale nie wiedząc, gdzie jest źródło niepokoju, oglądała się co chwila przez ramię w obawie, że wpadnie na właściciela tego dość nieciekawego miejsca. Może była to tylko jej paranoja, ale nigdy nie czuła niczego tak intensywnego. Gęsia skórka pokryła całe jej ciało, a każdy nerw był napięty do granic możliwości. Obracając się po raz kolejny zauważyła kątem oka ruch i podskoczyła ze strachu. Kiedy jednak zauważyła, że to jej własny cień – roześmiała się. Szybko jednak przeszło jej rozbawienie - coś, na chwilkę, przecięło drogę jej cienia, ucinając go w pół. Wrzasnęła, odskoczyła w najdalszy kąt i otuliła się ramionami, chcąc z całej siły przekonać samą siebie, że to tylko złudzenie. Nikogo tu nie ma. Nie ma… Zakryła uczy i zacisnęła mocno oczy. Nie ma. Nikogo tu nie ma. Jest sama. Sama. Była już w połowie drogi do przekonania samej siebie, że faktycznie tak jest, gdy coś chłodnego i zdecydowanie materialnego przesunęło się po jej odsłoniętym karku. Skuliła się tak mocno, jak to było fizycznie możliwe, ale dotyk nie ustawał. Palec – jak przypuszczała – kreślił linie na jej karku. Tym razem jej drżenie miało niewiele wspólnego z zimnem, za to wszystko ze strachem. Ruchy były powtarzalne i po chwili zauważyła, że w coś się układają. Ś. Ś? Ślizgoni? M. Pierwszym, co przyszło jej do głowy było morderstwo. Jednak miała nadzieję, że to nie to. I. Ironia? E. Litera, której nie rozumiała. R. Ratunku! Ratunku, błagam! Ć… I ponownie: Ś. M. I. E. R. Ć. Gdy tylko zrozumiała, gdy w końcu do niej dotarło – rozpłakała się tak mocno, jak jeszcze nigdy w całym swoim życiu. O niczym nie myślała. Nic nie znajdowało się w jej głowie. Najprawdziwszy, przenikający do kości strach zawładnął nią i nie chciał puścić. A palec jak kreślił linie, tak kreślił je dalej. Im mocniej płakała – tym delikatniejsze i powolniejsze było gładzenie jej karku. Zupełnie, jakby jej oprawca chciał ją uspokoić. Okrutne połączenie powagi słowa i delikatności dotyku prawie pozbawiło ją rozumu. * Gładka skóra. Tak gładka, że bez problemu mógł wyobrazić sobie, jaką przyjemnością byłoby przeciągnąć po niej nożem. Jednak akurat tego nie było w planach Voldemorta. Obserwował ją od samego początku, choć na początku starał się robić to subtelnie – tak, by nie miała świadomości jego obecności. Zachowała się inaczej, niż wszyscy więźniowie, których dotąd widział – a było ich trochę. Rozglądała się po pomieszczeniu, szukając wyjścia, a kiedy odkryła, że nie ma żadnej opcji to ani nie wrzeszczała wzywając pomocy, ani nie złorzeczyła komuś, kto – z jej perspektywy – nie powinien jej w ogóle usłyszeć, ani nie rozpłakała się. Wyglądała na… znudzoną. Owszem, bała się, ale to nie była panika. Dlatego pozwolił sobie na bezwstydne oględziny. Jej twarz była inna, niż sobie wyobrażał. Nigdy tak naprawdę nie widział jej z bliska – znał ją wyłącznie ze wspomnień innych czarodziejów, a i tak ostatnie pochodziło sprzed kilku lat. Rysy były łagodne, mało wyraziste, a cała twarz wciąż lekko pulchna. Zupełnie, jakby nie mogła pozbyć się młodzieńczego tłuszczyku. Duże, cynamonowe oczy z bliska były tak słodko niewinne, że w chwili, w której pojawiła się w nich panika zastanowił się nad przerażeniem jej jeszcze bardziej. I, oczywiście, nie powstrzymał się – bo po co? Był w końcu Czarnym Panem, Tym-Którego-Imienia-Z-Bliżej-Nieznanych-Powodów-Nie-Wolno-Wymawiać i najpotężniejszym czarnoksiężnikiem w dziejach świata (i nie podobało mu się, gdy inni mówili, że tylko tego stulecia – celowało to prosto w jego ego i dochodził do wniosku, że ci, którzy tak mówią, tak naprawdę chcą, żeby im udowodnił, że jest inaczej). Jeśli nie on mógł kogoś przerazić, jeśli chciał, to kto inny mógł? Celowo więc minął ją tak, by załamać jej cień. Wrzask, jaki z siebie wydała, pieścił jego uszy. Od małego niezdrowo się podniecał, gdy inni krzyczeli ze strachu – „urojony, skrajnie posunięty sadyzm” zdaniem psychiatry, którego ściągnęła przełożona domu dziecka, żeby go zbadał. I nieważne, że zrobił starego cymbała w konia. Pytania były przewidywalne dla każdego, kto pokusił się by zajrzeć do podręczników psychologii. Jednym z wielu idiotyzmów świata mugoli było to, że testy dla psychicznie chorych były dostępne na rynku dla praktycznie każdego – wystarczyło wejść do księgarni, czy biblioteki i zapytać. Zastanawiał się nad tymi jakże ważnymi kwestiami, a dziewczyna w tym czasie skuliła się w rogu i – wyglądając jak kupa nieszczęścia – zamknęła oczy i zatkała dłońmi uszy. Włosy opadły jej na ramiona, odkrywając mleczną skórę karku i od razu wiedział, że nie wyjdzie stąd, jeśli jej nie dotknie. Każdy ma swój fetysz – Voldemort był mistrzem wychwytywania podświadomych, sfiksowanych pragnień swoich Śmierciożerców i często ten promień wybitnej inteligencji kierował również na siebie. Przykładowo - Rudolphus uwielbiał być dominowany (albo to, albo po prostu nie miał wyjścia mając Bellę za żonę), Rabastan przebierał się w kobiecą bieliznę (natknął się na niego raz i do dziś miał koszmary – tak, Czarny Pan miewa koszmary), Augustus (indywiduum, które nieraz przyprawiało go o ból głowy paplaniną godną mugolskiej starej panny) na widok wielkich, błękitnych oczu od razu był gotowy do akcji, Severus miał skłonności ekshibicjonistyczne (co było dziwne, bo z zasady był dość introwertyczny, ale najwidoczniej lubił przebywać na … hmmm… świeżym powietrzu) a Fenrir ubierał swoje partnerki w kostiumy zwierząt (wolał nawet się nie zastanawiać po co, na co i dlaczego – miał swoją wytrzymałość psychiczną). Voldemort wiedział jednak, że skoro wszyscy mają fetysz, to on pewnie też. Oficjalnie wyrzekał się swojego człowieczeństwa, ale nie był głupi – a przynajmniej w większości przypadków nie udawał sam przed sobą. Przez wiele lat nie wiedział co – poza wzbudzaniem paniki, strachu i sprawianiem bólu oraz zabijaniem – mogłoby być jego fetyszem, aż pewnego dnia stało się. Niby nic takiego – ot, zwykłe spotkanie Śmierciożerców. Wiecie – tortury, krew leje się hektolitrami, trochę wrzasków, trochę śmiechu, flaki jako nowy rodzaj architektury wnętrz i Nagini tak nażarta, że wygląda, jakby połknęła koło od ciężarówki (nie, żeby przyznawał się przed światem, że wie czym jest ciężarówka, choć czasami udawanie, że przez siedemnaście lat wcale nie musiał od czasu do czasu żyć w świecie mugoli było dość męczące). Siedział, jak zwykle, przedstawiając sobą zło, niegodziwość i co tam jeszcze, gdy przyprowadzono młodą, mugolską kobietę. Niby też nic niezwykłego – mugolek to on się naoglądał i to zdecydowanie widywał je częściej za czasów swojego lordowania, niż gdy był pół-mugolem – ale ta, w przeciwieństwie do wszystkich innych, miała krótko ścięte włosy. I kiedy Fenrir pochylił ją siłą, by złożyła przed nim pokłon (choć nie wiedział po co – szlam to szlam i choćby pełzał po ziemi to i tak szlamem pozostanie, nie zmieni się nagle w, powiedzmy, węża) zauważył jej szyję. Łabędzia, blada, lekko piegowata i wyglądająca na delikatną. Był to pierwszy raz od wielu, wielu lat, gdy poczuł podniecenie. Była piękna – na tyle piękna, na ile mogła być będąc właścicielką mugola – i bardzo chciał jej dotknąć. Musiał jednak powstrzymać się – zrujnowałoby to jego opinię. Jednak odtąd kiedy posyłał po swoje sługi, to kazał im wysoko upinać włosy. Spośród wszystkich Śmierciożerczyń jedynie Narcyza miała odpowiednio ładną szyję i Lucjusz widział swoją własną zasługę w tym, że to jego żona najczęściej znajdowała się w łożu Czarnego Pana (choć gdzie tu zasługa Lucjusza, to nawet jego pokręcony umysł nie umiał odkryć). Jednak kuląca się Hermiona Granger miała najwspanialszy kark, jaki kiedykolwiek widział. Bez trudu mógł wyobrazić sobie, jak pieści delikatną powierzchnię, zostawia na niej ślady swoich ugryzień, jak mlecznobiała skóra czerwienieje, jak smakuje… Przymknął oczy i wyciągnął przed siebie palec. Dotknął Hermiony, a jej płacz tylko wzmógł podniecenie. Bezmyślnie sunął palcem i rozkoszował się gładkością, którą czuł i dopiero po chwili zauważył, co dokładnie kreślił. Uśmiechnął się paskudnie – była przerażona jednym, prostym słowem. Skoro to ją doprowadziło do tego stanu, to wiedział już, jak należy postąpić, by ją złamać. I wręcz nie mógł się tego doczekać, bo zabawa zapowiadała się przednia. wtorek, 19 kwietnia 2011, mroczna88
Komentarze
2011/04/19 14:34:07
Snake to ma szczęście;)
Po przeczytaniu Prologu i dwóch rozdziałów muszę stwierdzić, że bardzo podoba mi się to opowiadanie, a przed wszystkim ten czarny humor i wcale nie przeszkadza to, że jest mało dialogów, przynajmniej mi. Uważam, że jeżeli utrzymasz je w tym klimacie to będzie, Hit. O ile oczywiście fanki Bez Cukru pozwolą sobie na nieco lżejsze podejście do tematu. Czekam na cd, m. 2011/04/19 14:57:23
Mnie też się podoba, oczywiście, że tak! I wiem, że będzie to zupełnie inne od tego, co piszę, ale nie mam też wątpliwości, że będzie mi się podobało. Liczyłam na taką odmianę.
Zdziwił mnie spokój Hermiony. Ja sama, gdybym obudziła się w celi z obrożą wokół szyi, na łańcuchu, wpadłam bym w cholerną panikę, no jak większość więźniów, o której myślał Voldemort. No ale Hermiona, to Hermiona. W sumie pasuje to do niej. Podobało mi się to, jak zaczął ją nastraszać. Właściwie bardzo mi się podobało. Wyrafinowane. Ten fragment podoba mi się najbardziej: "Im mocniej płakała tym delikatniejsze i powolniejsze było gładzenie jej karku. Zupełnie, jakby jej oprawca chciał ją uspokoić. Okrutne połączenie powagi słowa i delikatności dotyku prawie pozbawiło ją rozumu." Cudnie. :* 2011/04/19 19:32:01
Komciam wsio. - Czekałam tylko, kiedy pojawi się wzmianka o Sevie ;D nie dało rady go pominąć co? Czyżby małe pisarskie zboczenie? ;p W sumie, to jestem zwolenniczka HG/SS, to, co tu powstanie może zachęci mnie do poszerzenia grona ulubieńców.. ? Mam taką cichą nadzieje, biorąc pod uwagę, że to, co już napisane, bardzo mi się spodobało ;) Styl jest oczywiście prześwietny, jak w każdym Twoim opku;)
dodaje ten blog także do ulubionych, może akurat stane się fanką Voldzia? pozdrawiam ciepło i czekam na kolejne party 2011/04/19 19:33:37
ps: Voldzio czytający Życie i kłamstwa Dropsa? jest cudny po prostu ;DD (jeśli można tak o nim napisać ;d)
Gość: TeaTime, apn-95-41-90-22.dynamic.gprs.plus.pl
2011/04/19 20:09:38
Jestem głęboko przekonany, że Lord nie życzyłby sobie, by nazywać go Voldziem. Nie śniłby o byciu bohaterem "opka". Nie wyłaniałby się też z żadnego "nexta". Trochę szacukenu, co?
2011/04/19 20:44:49
Tom jest przecudowny w tym opowiadaniu... Chociaż dałaś tu jedynie przedsmak jego humoru i sposobu postrzegania rzeczywistości, to coś czuję, że przypadnie mi do gustu ;) Taki miły facet z niego :D
Jestem ciekawa jak to wszystko dalej się potoczy, czy dalej utrzymasz to w tym tonie, czy Hermiona jednak odzyska swoją odwagę i będą toczyć się rozmowy choć troszkę podobne do tych z bez cukru ;) Co mi przypomniało... Snape ekshibicjonistą? Ciężko mi to sobie wyobrazić :D Bardzo mi się spodobały te pierwsze rozdziały, więc na pewno będę dalej czytać 2011/04/20 15:44:05
Ok, wow.
To tyle, jeżeli chodzi o moją zdolność myślenia po przeczytaniu twojego tekstu. Jestem pod takim wrażeniem, że aż nie chce mi się wymyślać epitetów, które mogłyby to oddać. No, może to też być wina mojego dzisiejszego lenistwa... Jak najbardziej podoba mi się i zachowanie Hermiony, jak i zachowanie Voldemorta. Chodź tym drugim to przebijesz jeszcze samą siebie, tak coś czuję :) Pozdrawiam i (przepraszam, nie mogę się powstrzymać!)czekam z niecierpliwością na dalszą część! 2011/04/20 15:53:49
Voldemort fanem karków i szyj? Ciekawe, nie powiem, że nie :) Zachowywał się jak na szalonego najpotężniejszego przystało, o! Doprowadzając Hermionę na skraj wytrzymałości, poprawiał sobie humor. Oj, będzie się działo, będzie... Już nie mogę się doczekać na tę zapowiedzianą przez niego zabawę - aż podskakuję na fotelu z podniecenia! Ty to potrafisz człowieka odpowiednio nastroić, Mroczna, łobuzie! :D
Pozdrawiam i życzę weny! Lileen PS A mi się podobały te liczne opisy i krótkie dialogi. Fajny humor w momentach z Voldemortem.
Gość: , e194169228010.ptim.net.pl
2011/04/20 17:23:05
Voldemort fetyszysta oraz marynowana gazela i wszystko jasne.
Uwielbiam. Gloria 2011/04/20 19:43:51
Właśnie, marynowana gazela, co trzeba mieć w głowie, żeby wymyślić marynowaną gazelę. :D
2011/04/20 20:08:02
Pewnych rzeczy lepiej nie wiedzieć snake;D Mniej wiesz, krócej będziesz przesłuchiwany albo inaczej, lepiej śpisz;D
2011/04/21 16:51:22
Sadomaso, jak dla mnie. Ale boskie. Lubię od czasu do czasu takie klimaty. I jeśli jeszcze piszesz to TY, to już w ogóle cud, miód i tak dalej. Pzdr i weny.
Bella 2011/04/21 21:54:20
"Jedynie od czasu do czasu Dumbledore i Snape patrzyli na nią w inny sposób pierwszy z obawą, drugi z czujnością." - WIEDZIAŁAM ŻE WCIŚNIESZ TU SEVERUSA! ^^
Mój słodki Merlinie, to opowiadanie jest chyba najbardziej kosmiczne ze wszystkich jakie kiedykolwiek pisałaś. Severus - ekshibicjonista jest bezbłędny. Zastanawiam się czy to przez to, że zawsze nosi takie "zabudowane" szaty...? No ale blog jest o Voldim i Hermioonie, nie mogę się przecież rozwodzić nad Severusem (tylko troszkę). Masz rację, że od stromy Voldemorta wygląda to zupełnie optymistycznie i zabawnie, a już szczególnie ogromny gad z paskudnym pyskiem i niewinnym wyrazem mordy (czyt. Nagini). Jak zwykle zabiłaś mi strasznego ćwieka, bo co u licha będzie dalej??? Z całym należytym szacunkiem, panna Black PS: Gdzie moje maniery. Jajka, zająca, kurczaka i ogólnie całego tego zamieszania. WESOŁYCH ŚWIĄT! 2011/04/22 14:37:41
prawdę mówiąc nie przebrnęłam jeszcze przez 2-gi rozdział, ale 1-szy tak mnie zaciekawił, że postaram się wpadać częściej ;D
brawa dla Ciebie! pozdrawiam i dużo Weny życzę, v22 2011/04/22 16:40:33
Ubóstwiam! Z całym szacunkiem dla Severusa, zawsze będę go wielbić, ale czuję, że, jeżeli w taki sposób będziesz pisała, to HG/LV przebije HG/SS. :)
I ten fetysz Czarnego Pana! Niesamowicie podniecające! Nie chcę tu wyjść za jakąś nimfomankę, ale bardzo mi pasuje coś takiego do Voldemorta. Pozdrawiam. 2011/04/22 20:22:41
Zapowiada się świetnie! Czekam na kolejne rozdziały :D
Serdecznie pozdrawiam i dużo weny życzę! Nimfadora1 2011/04/23 16:02:33
voldi pod różową kołderką z książką o dumbledorze? rozwaliło mnie to! zaczęłam się tak śmiać, że moja siostra przyszła do mnie z dołu spytać się co mnie tak bawi! więc punkt dla ciebie za szablon a kolejny za treść oczywiście. czytałam nie za dużo fanficków o tej parze właściwie tylko kilka, ale wiedząc co zrobiłaś hermionie i severusowi w 'bez cukru' to ten blog zapewne będzie tak samo dobry, o ile nie lepszy od tamtego! życzę weny i wesołych świąt wielkanocnych!
pozdrawiają Ona i jej wyobraźnia 2011/04/23 22:10:28
Uwielbiam twój styl Mroczna, wszystko co wyjdzie spod twojej ręki czyta się tak płynnie i lekko. Pomimo iż jestem zagorzałą fanką pairingu HG/SS, to na 2 miejscu mojej listy znajduje się właśnie HG/LV\TMR. Gdy zobaczyłam, że zaczęłaś opowiadanie właśnie z tą parą byłam wniebowzięta. Opisów jest naprawdę dużo, co jest nowością, bo przyzwyczaiłaś nas do dialogów. Uwielbiam humor tego opowiadania. A także psychologiczna analiza Hermiony wydaje się bardzo prawdopodobna. Czekam z niecierpliwością na nowy rozdział. Życzę weny.
Pozdrawiam A.
Gość: Marciia, 214-166-78-94.net.stream.pl
2011/04/23 22:44:01
jejku..ale się wciągnęłam! CUDOWNE! Po prostu słów mi brakuje. Pierwszy raz podoba mi się ff z Voldemortem w roli głównej.Już miałam kliknąć na następny rozdział, a tu patrze.. nie ma na razie nic więcej. Prawie się przez to rozpłakałam.. mroczna ,robię to pierwszy raz więc przepraszam z góry... PROOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOSZĘ!!!!!! dooooooooooooooooodaj nooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooową notkę jak naaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaajszybciej. Chyba trochę przesadziłam z długością słów. Nie? To okej. ^^
2011/04/25 22:29:35
Hmm, nie wiem co napisać. Może zacznę od tego, że nie lubię czytać opowiadań o innej parze niż Hermiona i Severus, wiem, że to głupie, jestem ograniczona itd. ale po prostu nie lubię i tyle. To opowiadanie zaczęłam czytać tylko ze względu na ciebie. Naprawdę, piszesz świetnie, jak dla mnie to po prostu jak prawdziwa pisarka. Jeśli chodzi o to opowiadanie pod względem właśnie stylu, to jest świetne jak wszystkie inne twoje opowiadania. Co do pary no to cóż już napisałam, że nie lubię innych par i nic na to nie poradzę. Ale muszę, ci powiedzieć, że wszystkie twoje pomysły i po prostu wszystko co piszesz jest wspaniałe. Ale teraz wyrażę swoją ogromną nadzieję, że to opowiadanie nie będzie zbyt długie i za niedługo skończysz go pisać, bo po prostu chcę, żebyś wróciła do innych swoich opowiadań.
2011/04/26 10:53:45
Pomijając fakt, że jestem bardzo szczęśliwą betą, bo fajnie jest pokwikiwać przy betowanym tekście - nagłówek sprawił, że niemal upłakałam się z radości xD
2011/04/27 18:55:44
Leżę i próbuję się pozbierać, ale oczy wracają na motyw fetyszu i znowu usiłuję podnieść się z ziemi. Zamykam oczy... Ok, jestem w stanie coś napisać. Jak to leciało? Śmierć, kark, fetysz wraca i znowu nic nie wymyślę. Jest pięknie. Płaczę ze wzruszenia na myśl o rozoranym karku Hermiony. Dziwnie to brzmi. Whatever, keep on rocking..., znaczy się writing w ten sposób, szlifuj dalej ten diament...
A tak po ludzku, jest świetnie 2011/04/29 22:51:04
Wow. ;O
Cudownie się zapowiada i wciąga coraz bardziej. Jednakże nie zgodzę się z wypowiedziami niektórych komentujących, ponieważ uważam, że NIC nie przebije HG/SS. Przynajmniej dla mnie, bo jestem tak zakochana w tej parze, że nie potrafię 'przenieść się' na inną. Co do fetyszu Czarnego Pana - to intrygujące i kryje w sobie coś pociągającego, jakieś niezidentyfikowane uczucie czające się przy czytaniu każdego fetyszystycznego zdania. Nie umiem dokładnie tego określić. Wiem jedynie, że opowiadanie wyjdzie zaje*iście - zresztą jak zawsze! Powodzenia i weny życzę, R.
Gość: Bruzdi, staticline51720.toya.net.pl
2011/05/01 15:39:26
hmm... ciekawie się zaczyna... :D :D :D
Jak na razie nie wiem czego się spodziewać, ale jeżeli ten ff jest Twojego autorstwa to musi być super :D :D :D Czekam na następne rozdziały tylko mam nadzieję, że nie zaniedbasz "bez cukru" :D :D :D Weny życzę pzdr
Gość: Nicole, 89-73-31-22.dynamic.chello.pl
2011/07/19 22:27:52
Mhm... czuję ciarki i w tej chwili jest to jedyna rzecz, którą mogę napisać.
|
|
Szczerze mówiąc nie wiem, czego spodziewać się po tym opowiadaniu. Przyzwyczaiłam się u Ciebie do licznych dialogów i niewielu opisów. A tu odwrotnie - opisów na potęgę. I jeszcze mało akapitów. Hmm... Ale w sumie to dopiero drugi rozdział, więc liczę, że nie zmienisz swojego stylu pisania na taki:)
Wiem, że to jest inny temat i nie wyobrażam sobie Voldemorta sprzeczającego się z Hermioną tak jak Severus w bezcukru:), ale mam nadzieję na coś choćby podobnego.
Czuję jednak, że to opowiadanie mi się spodoba i czekam na dalsze rozdziały:)
pozdrawiam
beautiful_liar