NIECO... INNE SPOJRZENIE NA HERMIONĘ I VOLDEMORTA.
Blog > Komentarze do wpisu
Rozdział czwarty
Prawdę mówiąc kombinowałam co by tu napisać i sama jestem zdziwiona tym, co mi wyszło. To nie ja - to same postacie wzięły się tak... pogmatwały :D Jeśli chodzi o ideę zabawek - wolę to od bezczelnych gwałtów. Wydaje mi się to mało wysublimowane i sprowadza Śmierciożerców do poziomu najplugawszego mugola.

4.

- … nie wiem gdzie jest, mój Panie. Znowu uciekła. Czy mogę jej poszukać?

Voldemort skinął głową wysłuchując słów klęczącego przed nim mężczyzny, który prawie się obsmarkał zarówno ze strachu, jak i smutku. Wewnętrznie jednak bił się po głowie za swoją głupotę. Po cholerę mu te audiencje?! Mógł po prostu powiedzieć im, żeby poszli sobie do diabła, ale wiedział, że dobry pan słucha swoich podwładnych. I nieważne, że w ogóle nie czuł się dobrym panem – musiał ich wysłuchać.

- Augustusie, powinieneś lepiej pilnować swoich zabawek. Mam ją oddać Waldenowi?

Rookwood zbladł. I dobrze mu tak. Voldemort nie znosił tego gościa – był zbyt gadatliwy, zbyt radosny i w ogóle zbyt. Dlatego widzieć go w takim stanie było w pewnym sensie radością. Niestety, powód tej radości całkowicie ją odbierał.

Nie rozumiał pociągu do gwałtów, autentycznie nie rozumiał. To było zbyt… prymitywne. Na to stać było nawet najbardziej plugawego mugola, więc choćby dlatego oni – którzy mieli być elitą elit wśród elit – nie powinni tego robić. Dodatkowo w czasie tych wymuszonych stosunków tracili rozum i wielokrotnie popełniali błędy, które wiele ich kosztowały, a na to Voldemort pozwolić im nie mógł. Dlatego pozwolił im na zabawki. Każdy Śmierciożerca, każda Śmierciożerczyni mogli więzić w swoich komnatach jedną osobę, która miała im posłużyć za przedmiot seksualnych zabaw. Jedną osobę i ani palca więcej. Niektóre wybory były dość zaskakujące (choćby Fenrir, który trzymał McGonagall twierdząc, że jej zwierzęca forma zawsze go pociągała), a inne dość obrzydliwe (Lucjusz ściągnął Hagrida twierdząc, że teraz się na nim odegra – choć za co nie chciał mówić, a i Voldemort nie chciał wiedzieć), ale to Rookwood z nich wszystkich najbardziej go niepokoił.

Augustus więził Lunę Lovegood, dziewczynę, w której przeklęty Potter przez pewien czas się podkochiwał i o ile w porównaniu z innymi zabawkami nie była niczym dziwnym, to jej osoba wielokrotnie pojawiała się na voldemortowej liście „Do Przypadkowego Zabicia”. Przede wszystkim – uciekała średnio dwa razy w tygodniu i wszyscy jej szukali. Samo to było irytujące, bo nikt nie wiedział, jak tego dokonuje, skoro nawet tak potężna wiedźma, jak McGonagall nie była w stanie przebić się przez ich zabezpieczenia. Ale była też kwestia tego, że Rookwood pomylił serce z penisem i uznał, że jest w niej zakochany. Stąd zastanowił się, czy nie oddać dziewczyny Waldenowi. Przy Rookwoodzie była jedynie zawadą, ale przeczuwał problemy, gdyby podjął taką decyzję.

Poważnie – czasami czuł się, jakby siedział w środku jakiejś opery mydlanej. Mógł spokojnie robić za spikera „Mody na sukces”, którą widział kiedyś przypadkiem. Ot, przykładowo: „Bellatrix Lestrange, która była siostrą Narcyzy Malfoy, już w szkole wielokrotnie sypiała z jej mężem i to najczęściej na dzikich orgiach w Pokoju Wspólnym Slytherinu. Jednak jej serce należało do Rabastana, który był bratem jej własnego męża, Rudolphusa. Rudolphus z kolei zawsze patrzył wyłącznie na panią Malfoy, a i widziano go w kompromitujących sytuacjach z panem Malfoyem, z czego można wnioskować, że najchętniej wszedłby w zakazany związek z nimi obojgiem. Dodatkowym zwrotem akcji okazało się pojawienie postaci panny Cho Chang, która znalazła się na łasce Rabastana, a która pochłaniała go na tyle, że nie miał oczu dla żadnej innej kobiety, nawet dla pięknej Belli, która po Azkabanie wcale taka piękna już nie była. Jaką rolę w tym wszystkim odgrywa Rubeus Hagrid, którego ryki rozkoszy przeszywają każdy zakątek posiadłości? I czy nowa niewolnica pani Malfoy, Molly Weasley, naprawdę ma sypiać z każdym w tym domu?”. Miał talent, prawda?

Każdy, kto uznawał Śmierciożerców za bandę wysublimowanych morderców, nie mógł się bardziej pomylić. Ci ludzie mieli jedynie lekkie skłonności do przemocy, nic więcej - poza tym byli równie głupi, co reszta świata. Rookwood u jego stóp zaskomlał, przypominając o swoim istnieniu. Co on… A, tak. Lovegood.

- Możesz jej poszukać, ale ostrzegam cię. Jeszcze raz ucieknie i przestanie być tylko twoja.

- Dziękuję ci, panie… Dziękuję…

Kiedy odpełzł na bok, wciąż zachwycony – nawet jego wdzięczność była mocno przesadzona – Glizdogon nachylił się do jego ucha.

- Panie, jeszcze tylko Snape.

Naprawdę – szkoda, że lord nie może się krzywić z niesmakiem. Peter nie rozumiał, że słowa „zausznik” nie powinno się rozumieć jak „nausznik”.

- Czego chce?

- Ma wieści z Zakonu.

- Niech wejdzie, a ty masz wyjść. I zabierz z sobą Augustusa. Otrzyj mu nos i pomóż szukać tej idiotki. – Kiedy zauważył grymas niechęci na twarzy grubego czarodzieja, od razu zmrużył oczy i syknął – Chciałeś coś powiedzieć, Glizdogonie?

- Panie, czy mógłbym tego nie robić? Nie lubię Luny, ona mnie też i tak jakoś…

- Och, w porządku – rzucił z nonszalancją. – Jesteś pewnie zajęty?

- Tak, panie. Dziękuję ci, panie.

- W takim razie zamiast pomóc szukać zabawki Rookwooda pójdziesz nakarmić Nagini. Jakiś trup powinien leżeć w przedsionku. Potem rób, co chcesz.

Idiota zbladł i zaraz zaczął jąkać, że chętnie pomoże Augiemu i to już, zaraz, teraz. Cóż, niektórzy ludzie zanoszący kąski wężowi znikali bez słowa – wyjątkowy brak kultury, jeśli chcielibyście znać jego zdanie – ale nie sądził, by Glizdogon był na tyle nieuprzejmy, by się nie pożegnać.

- Chcesz więc pójść?

- Tak, panie! Błagam, pozwól mi na poszukanie Lovegood!

- Dobrze. Ale skoro odrzucasz moją wielkoduszną propozycję… Crucio.

Torturowanie Petera nie miało w sobie żadnego uroku. Nawet jego wrzaski były obrzydliwe.

Uśmiechnął się sadystycznie wyobrażając sobie, jak będzie wrzeszczała Hermiona Granger. Zapewne wysoko i cienko, a to był jego ulubiony dźwięk. Szkoda, że nie było sposobu na nagranie tego, bo chętnie puszczałby jej wrzaski jako kołysankę. I Nagini pewnie też byłaby zachwycona – bez wieczorynkowej porcji tortur kiepsko spała. Co mu przypomniało, że musi ją nakarmić. Dość już Śmierciożerców zżarła w tym miesiącu i powoli zaczynała grymasić. No i obiecał jej przepysznego mugola.

Trzymając Glizdogona pod zaklęciem zastanawiał się nad kwestią gwałtów. Co było w tym takiego pociągającego? Raz spróbował i nie podobało mu się. Po pierwsze – wymagało użycia niesamowitej siły, a i tak wyszedł z tego z siniakami. Po drugie – wrzaski prosto do ucha nie były niczym ciekawym. A po trzecie – pochwa bez naturalnego nawilżenia wcale nie była takim znowu przyjemnym miejscem. Bezsensowna strata sił. Wobec panny Granger miał zupełnie inne plany. Zawsze uważał, że wróg, który przychodzi i szczerze błaga jest znacznie bardziej pociągający od tego, którego bierze się siłą, bądź podstępem. Dominuje się wtedy nie tylko nad ciałem, ale również nad duszą.

- I jak, Glizdogonie?

Opuścił lekko różdżkę, przerywając połączenie. Mężczyzna podniósł się chwiejnie – zapłakany i, jeśli węch go nie mylił, osikany – po czym skłonił się.

- J-j-j-j-j-uu-żż i-i-idę, mój-j-j p-p-panie…

- Każ wejść Severusowi.

Gdy Mistrz Eliksirów wszedł i ukłonił się Voldemort odetchnął. To była jedna z nielicznych osób, z którymi mógł porozmawiać na pewnym poziomie. Snape był cholernie bystry i wyrachowany, ale tym ostatnim sam sobie szkodził. Czarny Pan wiedział, że chłopak grał tak, by bez względu na koniec wyjść z całej tej wojny zwycięsko i prawdę mówiąc nie miał mu tego za złe, ale nie powierzał istotnych informacji. Za to Dumbledore – skończony głupiec – ufał jego Śmierciożercy w pełni, co miało walnie przyczynić się do końca Zakonu. To oraz duża grupa jego poddanych, którzy wciąż szukali zabawek dla siebie.

- Witaj, Severusie. Nie stawiłeś się na moje ostatnie dwa wezwania.

- Wybacz, panie. Dumbledore trzymał mnie przy sobie dniem i nocą. Mam ważne informacje dotyczące dwóch horkruksów.

- Co z nimi?

- Czara Helgi Hufflepuff została zniszczona przez Dumbledore’a. Naszyjnik Slytherina ma Potter.

- Odbierz go chłopakowi.

Skinął głową, jednocześnie nie patrząc mu w oczy. Najwyraźniej sam był przy niszczeniu, ale nie mógł się postawić. Cóż, inne horkruksy były bezpieczne i to w tym wszystkim było najważniejsze.

- Jak zareagował Zakon na zniknięcie McGonagall i Weasley?

- Źle. Dopiero dziś dotarła do nich wiadomość. Artur i jego synowie szaleją, szukają Molly wszędzie, a Albus podejrzewa, że możesz za tym stać, panie. Zniknięcie Minerwy zmartwiło jedynie kilka osób. Podejrzewają, że nie żyje, biorąc pod uwagę w jakim stanie było jej mieszkanie. Jednak nie to jest najważniejsze. Zaginęła Hermiona Granger, szlamowata przyjaciółka Pottera i dziwka Weasleya.

No, proszę. Szybko się dowiedzieli. Teraz… Jak tu to rozegrać? Udawać idiotę i kazać Severusowi ją odnaleźć (co przysporzyłoby mu radości ilekroć by go pytał, jak posuwają się poszukiwania) czy może kazać mu milczeć (co skróciłoby wizyty Mistrza Eliksirów do minimum)? Ach, problemy, problemy…

- Gdzie i kiedy zaginęła?

- Na Nokturnie, panie. Udała się do… wiadomego miejsca w poszukiwaniu pewnej książki i nie wróciła. Dumbledore kazał mi wypytać Śmierciożerców, czy coś wiedzą. Mam to zrobić?

Nie chciało mu się bawić. Był nieco zmęczony – w nocy Nagini miała koszmary (dotyczące jej niezbyt szczęśliwego dzieciństwa w dorzeczu Amazonki) przez co rozpychała się na łóżku i trzy razy lądował tyłkiem na ziemi. A gdy ma się tak kościste i chude pośladki jak on, to upadki bolą. Dopiero nad ranem wywalił gada za okno i kazał mu spać w specjalnie zbudowanej norze. Koszmary o goniących ją, głodnych tubylcach to jedno, ale niewyspany czarnoksiężnik to drugie – sama dobrze wiedziała, co było bardziej niebezpieczne.

- Kazał ci ją znaleźć?

- Jeśli się okaże, że gdzieś tu jest, to pewnie będę musiał ją odbić.

- W takim razie nic nie wiesz i powiesz tak każdemu, kto cię o to spyta.

Bystre dziecko. Bardzo bystre. Sądząc po jego spojrzeniu wszystkiego się domyślił, ale jedyną reakcją był ukłon. Jeśli uda im się wygrać wojnę, to być może da mu jednak żyć. Zastanowił się na jaki temat skierować rozmowę, by Mistrz Eliksirów wrócił do domu z uśmiechem na ustach? Musiał dbać o morale swoich żołnierzy, choć tak zdezorganizowanej armii nie mieli nawet Francuzi.

- Jak tam poszukiwania nowej zabawki? Szkoda, że tak szybko uporałeś się z Trelawney. Chciałem jej osobiście… podziękować za wspaniałą przepowiednię.

Wieszczka nie przetrwała nawet miesiąca, co było średnią długością życia zabawek. Ale i Severus miał nietypowe wymagania. Nie wszystkie żywe stworzenia przeżywały podpalanie.

- Wybacz, panie. Gdybym wiedział, to powstrzymałbym się.

- Ależ nie musisz. To była twoja zabawka. Masz już kogoś na oku?

- Panie, chciałbym zadać pytanie. Czy to prawda, że Walden na chwilę obecną ma puste komnaty?

- Tak.

- Chciałbym mu sprezentować Lupina, jeśli wolno.

Lupin… Lupin… Ach, wilkołak. Wspaniały wybór. McNair miał dwa fetysze – jednym byli ładni mężczyźni, a drugim nie-ludzie.

- Oczywiście. Przekażę mu wiadomość. Kiedy dostarczysz jego prezent?

- Pojutrze. Przybędę wtedy również z moją zabawką. Nimfadorą Tonks.

- Metamorfomag? Nie sądziłem, że to cię ciekawi.

- Prawdę mówiąc chodzi o zemstę na Lupinie, panie. Moje pokoje są tuż przy komnatach Waldena. Wrzaski Nimfadory oraz jej jęki będą słyszalne przez ścianę. Można nawet pokusić się o transmutowanie ściany w grube szkło, żeby mógł popatrzeć…

Voldemort wewnętrznie westchnął ciężko. Szkoda, że nie zaczął wpływać na Severusa, gdy ten był w szkole. Snape lubił dominować. Był mściwy. I jako jedyny ze wszystkich Śmierciożerców potrafił uderzać tam, gdzie kogoś naprawdę mogło zaboleć. Nie walił na oślep, a na zemstę potrafił czekać wiele lat. Wielka szkoda, że został dostrzeżony tak późno i niewprawnie poprowadzony. Nie pozwolono mu zemścić się na Jamesie Potterze i to spowodowało, że udał się do Dumbledore’a „w pokorze”. Miał nadzieję na zemstę choćby na Blacku, ale gdy i tego mu zabroniono… Chyba właśnie wtedy zdecydował się na lawirowanie między Voldemortem i Dumbledorem. Wielka szkoda.

- Wspaniały plan, Severusie. Czy to już wszystko?

- Tak, panie. Dziękuję.

- Następnym razem kiedy cię wezwę masz się stawić bez względu na to, co się dzieje. Jeśli nie… Wtedy porozmawiamy inaczej.

Skrzywił się – tym razem widocznie. Brzmiał jak opiekunka z domu dziecka. Nie znosił tego. Kiedy Snape wyniósł się za drzwi, Voldemort wstał i przeciągnął się. Nagini nakarmi później. Teraz miał mały teatrzyk do odegrania i na samą myśl o tym chciało mu się śmiać. Dobrze, że przynajmniej żaden z jego Śmierciożerców nie będzie tego świadkiem.

niedziela, 01 maja 2011, mroczna88
Komentarze
2011/05/01 23:09:12
Boschu, to jest takie cudowne, wspaniałe!!! Dawno tak się nie śmiałam przy fanfiku, bo ja się z zasady mało śmieję. Ale to ma zajebiste momenty. Sytuacja Augustusa z uciekającą Luną rozczuliła mnie bez reszty. Tak, tego można by się po niej spodziewać. xD Nargle jej pewnie pomagają. Albo chrapaki krętorogie. :D Opowieść a la Moda też wspaniała. W ogóle sama perspektywa Lorda jest świetna, bo to trzeba umieć napisać to tak, żeby zabawne było. Nie jest kanoniczny przecież, ale jest wspaniały. Zgadzam się z nim :D Ale nic nie przebije koszmarów Nagini, NIC. xD No i jego obijania sobie tyłka, kiedy wypada z łóżka. I wyrzucania jej przez okno. Ten cały fragment jest wspaniały.
Podobał mi się też jego stosunek do Snape'a. Mój Voldie z Przemian miał chyba do niego podobne podejście, to tak btw.
-
2011/05/02 12:49:57
Napisałam niedawno, że uwielbiam twoje poczucie humoru, jest cudowne! I nie wiem czy to normalne, ale guzik mnie to obchodzi, bo czytając ten rozdział ubawiłam się nieziemsko! Nie będę wyliczać wszystkich zabawnych momentów, ponieważ snake już to zrobiła dosyć szczegółowo. Napomknę tylko, że czekała na pojawienie się Augustusa i Luny, bez nich w tym opowiadaniu czegoś by brakowało.
-
Gość: Nicole, 89-73-31-22.dynamic.chello.pl
2011/07/19 23:17:24
Biedny Lupin i Tonks. I chociaż Trelawney nigdy nie lubiła, to szkoda jej. Tak samo McGonagall i Molly. Voldzio jest okrutny.
BannerFans.com